Ostatnio przeczytałam „Coś pożyczonego” Emily Giffin- nazywam takie książki – samoczytajkami. Szybko przemierza się przez strony, bo i myśleć za bardzo nie trzeba. Książka ta jest oczywiści bestsellerem- polecana na forach kobiecych jako lektura łatwa i przyjemna. Nic bardziej mylnego. Owszem lektura jest łatwa, ale czy przyjemna?

Taki jest opis tej książki: „Co myślicie o dziewczynie, która idzie do łóżka z narzeczonym najlepszej przyjaciółki?
Czy granica między tym, co dobre i złe, naprawdę jest wyraźna?

Rachel
uważa się za racjonalistkę, która w każdej sytuacji postępuje
właściwie. W przeciwieństwie do jej przebojowej przyjaciółki Darcy, nie
zawsze lojalnej. Jedna noc sprawia, że role się odwracają. Po przyjęciu z
okazji swoich trzydziestych urodzin Rachel budzi się u boku
narzeczonego Darcy. Początkowo chce jak najszybciej zapomnieć o całej
sprawie, ale zakochuje się i brnie w kłopoty. Tymczasem data ślubu Darcy
i Deksa jest coraz bliższa…
Co wybierze Rachel: miłość czy przyjaźń?
Coś pożyczonego udowadnia, że nic nie jest czarno-białe i zawsze trzeba
uważnie wysłuchać obu stron. A co na temat podwójnej zdrady ma do
powiedzenia Darcy? Już wkrótce poznacie tę samą historię opowiedzianą z
jej punktu widzenia.

„Nie musisz pożądać chłopaka swojej
najlepszej przyjaciółki, aby zachłysnąć się tą historią, uwierz mi na
słowo… Masz przed sobą powieść, której nie będziesz mogła odłożyć, i
bohaterkę, której z całych sił będziesz kibicowała. Czytając, świetnie
się bawiłam”.”

Natomiast ja sądzę, że książka ta jest nierówna, bohaterka 30 latka – opisywana jako racjonalistka, poziomem inteligencji emocjonalnej nie dorównuje nawet Isabelli Swan ze „Zmierzchu”, jest płytka, brak tej postaci głębszych przemyśleń; nie wiem jak nazwać tłumaczenie swojego postępowania-sięgającymi lat dziecięcecych przewinieniami przyjaciółki?
Nie czułam sympatii do głównej bohaterki, miałam nadzieję, że jej się nie uda, ale to jak mieć nadzieję, że za drugim obejrzeniem Titanica Leo przeżyje.

Nie mam nic przeciwko czytaniu takich książek, czasami trzeba odpocząć od tego, co ciężkie i potrzebujące czasu na chwilę refleksji, szkoda tylko, że ta powieść jest, moim zdaniem niedopracowana, a liczyłam na znalezienie współczesnej Jane Austen.