substytutowo blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2011

    Dzisiejszy wieczór mija mi pod znakiem  listy trójkowej i herbatki- 7 dzisiaj. Jestem niestety na diecie i żaden alkohol nie wchodzi w grę. Niestety na diecie, bo jeść uwielbiam jak chyba większość ludzi, ale chcesz być szczuplejsza to pocierp.
    A lista przyjemna, jak zawsze, choć piosenek, na które głosowałam na razie nie za dużo. Ostatnio zauważyłam, że prowadzę co raz aktywniejsze życie internetowę, myślę, że to rezultat pracy z domu i fakt, że narzędziem jakim się w tej pracy posługuję jest komputer. Zdawać by się mogło, że jak pracuje się z domu, to lgnie się po pracy i w weekendy do ludzi, ale ja tak nie mam. Raczej się wycofuje i z niepokojem zauważam, że wyjście do sklepu powoli zaczyna być dla mnie uciążliwym problemem, a nawet wydarzeniem. Cały dzien myślę o tym, że muszę iść coś kupić i kombinuję jakby otrzymać produkt nie ruszając się z domu. Obmyślam też trasę jaką przemierzę, co ubiorę i listę zakupów starannie zapisuję w myślach, by spędzić w sklepie jak najmniej czasu. A jak już wyjdę, czuję się jak na tapecie, jakbym była jednostką, na którą wszysy będą zwracać uwagę, jakbym była jedyna poruszająca się w przeciwnym kierunku do mijanego tłumu, jedyna zauważalna. Nie cierpię się tak czuć.
    Przez te godziny odcięcia od ludzi, mam więcej przemyśleń niż zwykle, więcej rzeczy, którymi teoretycznie mogłabym się podzielić, więcej świadomości tego, co się dzieje dzięki słuchaniu 3, a jednak w praktyce to się nie sprawdza. Bo włączyła się jakaś blokada, brak chęci mówienia, nawet ta działalność internetowa ogranicza się do „Lubię to” na fb, czasem jakiś mail do Trójki, a tak to porządkowania swojego życia na last.fm, parkuliterackim, filmwebie i tyle. Więc pod względem oceny filmów, archiwzacji odsłuchiwanych piosenek, uzupełnianiem listy przeczytanych książek jest perfekcyjna. A reszta leży, wszystke myśli uciekają, bo „to, co niewypowiedziane zmierza do nieistnienia”. I głodna żołądkiem, obżarta jestem myślami.

    brak pieszczot

    Brak komentarzy

    Pies współlokatora Manios Wspaniały rzuca się na kanapie, wijac się, miotając, piszcząc, skamląc, szczekając domaga się pogłaskania, choć drobnego…
    Brak pieszczot wywołuje w nim gamę dźwięków o jakiej istnieniu nie wiedziałam, nie miałam pojęcia, że oprócz wrrrr i hau, może wydać z siebie coś innego, coś czego nawet nie umiem zapisać

    Ostatnio rozmawiałam z moim współlokatorem. O tym, że jestem ciągle głodna, bo ciągle zmęczona, bo jest  mi zimno, bo się stresuję, że nie zdążę znowu zrobić tego, co chciałam dla siebie tylko. Tak po prostu usiąść z książką w ręku, ciepłą herbatą  z cytryną,l albo pograć na gitarze (czego znowu już długo nie robiłam), porysować albo chociaż pomalować paznokcie – ładnie, bez wyjeżdżania za linię, mieszcząc się w konturach, a nie w pośpiechu zamalowywać miejsca, w których lakier się odkruszył.
    Ale nie daję rady, po trzeba pomyć, zrobić obiad na jutro, pranie z 2 tygodni, sprzątnąc ten cały bajzel, który nasz wpólny a jednak leży na mnie.
    A on mi mówi, że przecież nic nie muszę.
    No rzeczywiście nic nie muszę.
    Łazienka może zachodzić kamieniem, grzybem, odklejającą się farbą, gnijącą wodą w kiblu- smrodem sterty niewypranego prania, klejącą podłogą, sklejonymi sztućcami, laboratoryjną zawartością kubków – zachodzić może kuchnia. Bo przecież nie muszę.
    Łatwo mówić, nic nie musisz – jeśli się jest osobą, która nic dla wspólnoty nie robi. Wychodzi też na to, że ja robię dla siebie. Bo on może zaleźć kurzem, smrodem skarpetek, górą naczyń na parapecie…

    Pozwolę sobie zacząć prafrazując słowa Marudy ze Smerfów, Jak ja nie cierpię listopada (u?)!!!!
    Bo liście spadają i mamy złotą polską jesień pod nogami, mozaiki brudnych zgniłych liści, które przynosi się do domu na obcasach i podeszwach, niebo zalane śmietaną, zero słońca i błękitu, jedyne światło to można sobie pooglądać na cmentarzach.

    Nie cierpię myśleć o pieniądzach!!! a niestety wszędobylska sprawa grecka, wszędobylskie artykuły o kolejnych zagrożonych panstwach i o zbliżającym się kryzysie w Polsce, każe mi się bać. I się boję – niestety. I odsuwam plany na potem: czyt. dzieci, wynajęcie mieszkania bez innych współlokatorów – wszystko to zaczyna mi się jawić jako niedościgniony luksus- a miało być tak pięknie, a lata lęcą, a człowiek ciągle w zawieszeniu. moja marzycielska natura, lubi latać głową w chmurach, ale stopy woli mieć na ziemi- twardo, i życie tez lubi mieć stabilne.


    • RSS