Dostałam najlepszą piżamę pod słońcem, z długimi spodniami i z bluzką w kolorze plaży nad Morzem Północnym, niesamowicie zgrywającym się z moim nowym kolorem włosów- zwanym wg tego, co napisali na pudełku, wulkaniczną czerwienią. A skoro jestem już w W. pracuję z domku, uprawiając piżama working i kapcing (kapcie, ciapy jak zwal tak zwał też mam boskie- z biedronki:)), pijąc barszczyk made by knorr i wtapiam się w jesień. Brakuje mi tylko szlafroka, a moja praca, dzięki temu całemu pościelowo-grypowemu rytuałowi stałaby się czymś najprzyjemniejszym na świecie.

Boska „Boska”- pomimo wielu nieprzychylnych opinii na temat tego spektaklu, narzekań, że taka prosta komedyjka nie jest przeciez sztuką wyższą i szkoda na nią czasu, ja nie żałuję swoich dwóch godzin. Spędzilam miło i lekko czas, a nawet uległam złudzeniu, że siedzę sama w teatrze, a sztuka jest grana tylko dla mnie. Bardzo podoba mi się ta inicjatywa grania na żywo w TV i czekam na kolejne spektakle live – bez wychodzenia z domu – co jest dla mnie największym plusem, gdyż wolę zimowy mróz od jesiennego ziąbu.
A muzycznie rządzi Trójka. Jestem na etapie znudzenia monotonnością moich wyborów muzycznych, słuchania jednej płyty przez tydzień. Trójka daje mi różnorodność i poczucie, że nie jestem ignorantką, jeśli chodzi o to, co dzieje się na świecie i w kraju. Potrzebowałam zastrzyku wiedzy…, tęsknię za szkołą…