substytutowo blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2011

    Piżama working

    Brak komentarzy

    Dostałam najlepszą piżamę pod słońcem, z długimi spodniami i z bluzką w kolorze plaży nad Morzem Północnym, niesamowicie zgrywającym się z moim nowym kolorem włosów- zwanym wg tego, co napisali na pudełku, wulkaniczną czerwienią. A skoro jestem już w W. pracuję z domku, uprawiając piżama working i kapcing (kapcie, ciapy jak zwal tak zwał też mam boskie- z biedronki:)), pijąc barszczyk made by knorr i wtapiam się w jesień. Brakuje mi tylko szlafroka, a moja praca, dzięki temu całemu pościelowo-grypowemu rytuałowi stałaby się czymś najprzyjemniejszym na świecie.

    Boska „Boska”- pomimo wielu nieprzychylnych opinii na temat tego spektaklu, narzekań, że taka prosta komedyjka nie jest przeciez sztuką wyższą i szkoda na nią czasu, ja nie żałuję swoich dwóch godzin. Spędzilam miło i lekko czas, a nawet uległam złudzeniu, że siedzę sama w teatrze, a sztuka jest grana tylko dla mnie. Bardzo podoba mi się ta inicjatywa grania na żywo w TV i czekam na kolejne spektakle live – bez wychodzenia z domu – co jest dla mnie największym plusem, gdyż wolę zimowy mróz od jesiennego ziąbu.
    A muzycznie rządzi Trójka. Jestem na etapie znudzenia monotonnością moich wyborów muzycznych, słuchania jednej płyty przez tydzień. Trójka daje mi różnorodność i poczucie, że nie jestem ignorantką, jeśli chodzi o to, co dzieje się na świecie i w kraju. Potrzebowałam zastrzyku wiedzy…, tęsknię za szkołą…

    w rozkroku

    Brak komentarzy

    I jestem w rozkroku – jedną nogą w Hometown drugą w W., co gorsza jutro rozkrok się rozciągnie o 7 wagonów, 300 kilometrów i 6 godzin.
    Nie umiem pokochać W. na dwie nogi, rozdziera mnie to miasto i stoję jak baletnica tylko na opuszkach stopy lewej, ciężar ciała mam w rodzinnym.
    W. miasto większych możliwości, rozrywek, miliona ludzi, moje rodzinne o śmiesznej ilości mieszkańców, pubów i ludzi młodych, a jednak ciągnie.
    Nawet pstrąg na przystankowej tablicy, stęchlizna autobusów, tłok w nich i średnia wieku 17 (średnia wieku w Hometałnie o połowę wyższa, chyba) zdaje się być relaksująca. Ciekawe na jak długo wrażenie się utrzyma.
    Chciałabym się gdzieś zasiedzieć, na dłuzej, na rok i nie wyjeżdżać nigdzie, nie ruszać się z miejsca, może wtedy miłość sama przyjdzie, a może ja nie umiem kochać miast.

    Z Niemisiem raptem 3 tyg. temu wydawało się, że wróciło do normy, normy oczekiwanej, była wspólna jazda busem, lekcje, a nawet zaproszenie na koncert, luźne rozmowy, ale pękło już w pierwszym tyg.. Byłam wściekła, cholernie obrażona, że znowu się zakręciłam, źle zrozumiałam intencje, ale teraz jest oki, najwyraźniej to, że mnie stać na normalną relację, nie oznacza, że Niemisia też. Może dlatego jest Niemisiem.

    Wczoraj o 12:27 na świat przyszedł Maleńki M., spóźniony, bo ponad 8 dni po terminie, ale słodki- wyjątkowo słodki (zazwyczaj nie podobają mi się małe dzieci, bo małe dzieci, jakby nie było, zazwyczaj są brzydkie).
    E.czyli Mamuśka- szczęśliwa, więc ja też.

    Łapię się na tym, że nie jestem w stanie pisać tutaj bez wylaszczenia swoich myśli, jestem blogowym ukrywaczem, który pomimo tego, że chciałby nie umie podzielić się większością przemyśleń, nie mówię, że wszystkimi. Nie lubię dotykać obcych ludzi, ale z drugiej strony- właśnie…

    drajwww podejście 2

    Brak komentarzy

    teraz to chyba przesadziłam z dochodzeniem do siebie. zaszłam tak daleko, że nie wiem czy będę w stanie przywołać to wrażenie, które trzymało się mnie przeszło 2 tyg. ale spróbuję
    coś mi się obiło o uszy, że wprowadzili czy mają wprowadzić kina, w których podczas seansu odczytują Twoje odczucia i sterujesz jakby tym, co będzie dalej, czyli są jakieś alternatywne wersje filmu i zależnie od emocji publiczności wybiera się dany koniec.
    Gdyby ktoś odczytywał moje emocje na drive, to sprzęt by zwariował, tak były sprzeczne, musianoby puścić 2 alternatywne wersje-zespolone ze sobą- czyt. jeden wielki chaos.
    wracając do filmu, już od pierwszych zdjęć, połączenia ich z muzyką wiedzialam, że nawet jeśli nie zachwyci mnie sama fabuła, to obrazy i dźwięki jak najbardziej. Ale zachwyciło mnie wszystko, choć są pewne rzeczy, które mi się nie podobały, to są tak drobne, że nie wpływają na ogólne wrażenie.
    Ogólne wrażenie- przybita do fotela i drżąca, nie zdziwiłabym się, gdybym przez większość seansu miała otwartą szeroko buzię i zaciśnięte pięści- już dawno żaden film nie wpłynął na mnie tak, bym odczuwała te wszystkie emocje tak fizycznie i namacalnie. W dużej mierze to zasługa zdjęć, spowolnionych scen, milczenia główneo bohatera i dość brutalnych akcji.
    No i Ryan Gosling- facet zrobił na mnie takie wrażenie, że zakochałam się jak nastolatka, jeszcze tylko brakuje mi plakatu, do którego wzdychałabym przed snem i co rano, a przebierając się w piżamkę zakrywała się przed tym wizerukiem zawstydzona…
    rozumiem, że taka rola- milczącego, mocnego, zdolnego faceta, umiejącego poświęcić wszystko w imię miłości- że inaczej podziałać to wszystko nie może, ale facet ma takie oczy, że dla mnie gdziekolwiek, by teraz zagrał chciałabym to zobaczyć…


    A tutaj utwór z soundtracku
    , który (soundtrack) jest moim zdaniem jednym z najlepszych jakim znam, a zestawienie go ze scenami jest tak harmonijne, że oglądając i słuchając- zacierasz te dwa zmysły, miksujesz je w ciele i płyniesz tym ciałem w świat filmu. lepsze niż 3 D tysiąc razy.. i to chyba na tyle-

    drive

    Brak komentarzy

    Draajvv – gdybym nagrała brzmienie swego głosu w momencie wypowiadania tego słowa, ta notka byłaby pusta…
    więcej o Draajvv jak dojdę do siebie- leci 2 tydzień i jeszczem zbyt oderwana:)


    • RSS