substytutowo blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 8.2011

    siedem trójek

    Brak komentarzy

    Aplikacje nie działają jak trzeba- pewnie nie ogarniam, zbyt brutalnie wpisując dane, zniechęcam je do siebie- uparte nie chcą mi się poddać- testowanie pełną gębą

    dziś żadna muzyka się mnie nie chwyciła, włączyłam „Trójkę” online- i zaczęła się mnie chwytać, pojedyncze kawałki, a jednak – a rozmowy w przerwach pozwalają przetrwać to uczucie samotności, które zawsze mnie dopada po powrocie z domu. Jestem fanką rodzinnego chaosu- nawet z tv w tle, a przede wszystkim z grą w kości, wyjazdami do Ostrzyc, plackami ziemniacznymi w Zapiecku i pośpiesznym korzystaniem z łazienki…

    Sieć

    2 komentarzy

    Aparatka wróciła do WilczaSquad, a to jedna z jej opowieści:

    będąc w domku rozmawiała na Skypie, do pokoju weszła jej babcia, zobaczyła, że A. rozmawia i stanęła bezruchu z rękami uniesionymi ku górze- a raczej w pozie faraońskiej – A. odrwaca się i pyta: babciu co robisz? a babcia na to: ciii nie chcę przerwać sieci:)

    opadanie

    Brak komentarzy

    w powietrzu ktos chyba rozpuścił proszki nasenne, rozpylił eter- głowa mi opada, szczęka, która następnie ocieka śliną:/ To niewskazane, niegodne zachowanie pracownika…Tłumaczenie samej sobie, że burza już była i zaraz znowu będzie, że ciśnienie spada, a ja wolę wyż- to tłumaczenie na miarę starej baby grzędzącej*. I tylko patrzę jak chłopaki ze skupionymi minami wpatrują się w swoje komputerki, ledwo patrzę, bo powieki też opadają- a to pewnie wina zbyt grubo pomalowanych rzęs…
    i kolejny ziew, wyśpię się w pociągu – bo przecież nie będę czytać przez całe 7 godzin

    Poza tym znajomość z Niemisiem, chyba już ostatecznie dogorywa, myślę, że nigdy nie osiągnie tego, co mogła. Zawsze trudno mi się pogodzić z takim biegiem rzeczy, spotyka się kogoś z kim rozumie się bez słów, widzi się wady tej osoby, ale ma się je w nosie, bo to zrozumienie jest ponad to. i wtedy następuję lubienie się za bardzo, i wszystko się kończy. strasznie załuję, że nie możemy inaczej, że nie zostanie nam nawet ta przyjaźń, która brzmi tak banalnie. Banalnie brzmi też, że nie można mieć wszystkiego… i ręcę opadają

    *hahaha mój poziom szary komórek to nie opada tylko opadł

    … czyli jakie informacje docierają do mnie z Kaszub. Rozmawiałam ostatnio z mamą przez telefon i opowiedziała mi, że czytała na naszym lokalnym portalu o dwóch takich, co się spili i postanowili zaprzyjaźnić się z żmiją. Nie nazwałabym całowanie drogą do zaprzyjaźnienia, raczej próbą napastowania … no albo chęcią nawiązania bliższej znajomości. Więc tak próba zaprzyjeźniania skończyła się pokąszeniem w okolicach twarzy, ostry był ten całus…

    — co do wczorajszej notki, oczywiście już nic na ten temat nie napiszę, za szybko zaczynam myśleć o czymś innym

    Sięgnęłam po tę książkę dopiero teraz, choć mam ją w swoim posiadaniu już ponad rok. Pewnie stało się to pod wpływem niedawno obchodzonej rocznicy Powstania Warszawskiego.
    Są to zapisane wspomnienia Marka Edelmana, zarówno z życia w getcie, jak i czasów z przed wojny. Jak wskazuje tytuł- zawarte są w niej także historii miłości, a raczej strzępki tych historii- bardzo subiektywny przekaz. To co mnie ujęło, oprócz całości, to fragment wystąpienia Marka Edelmana, który tutaj przytoczę:”Pozwalamy, żeby na ulicach miast demokratycznych krajów, odbywały się parady nienawiści i nietolerancji. To zły znak. I to nie jest demokracja, bo demokracja nie polega na przyzwoleniu na zło, nawet najmniejsze, bo ono może nie wiadomo kiedy urosnąć. Musimy uczyć w szkołach, przedszkolach, na uniwersytetach, że nienawiść jest złem i że miłość jest obowiązkiem. Musimu walczyć ze złem tak, żeby ten, który czyni zło, zrozumiał, że nie będzie dla niego litości” (I była miłość w getcie, Marek Edelman, s.25-26)
    To bardzo mocne i prawdziwe słowa. Ostatnio czytając wypowiedzi ludzi na forum, pod wydarzeniami londyńskimi, strasznie dotknęła mnie ta nienawiść, zawarta w prawie każdej wypowiedzi. Staram się do tych komentarzy podchodzić z rezerwą, ale chyba tak nie umiem.W każdym razie tak sobie pomyślałam, czytając tę książkę, ten przytoczony przeze mnie fragment, że ludzie bardzo łatwo nienawidzą, wszystko wrzucając do jednej kupy. Że jak zobaczyli paru „czarnych” na zdjęciach z zamieszek, to ich trzeba wydalić, bo to oni są niecywilizowani; że skoro w Londynie mieszka dużo Islamistów, tak to ich trzeba wywieźć z powrotem na pustynię; szkoda, że nikt nie zauważył, że na większości zdjęć przeważają twarze- białych. Nie chcę tutaj rozpisywać się jaka jest faktyczna przyczyna zamieszek, bo przecież nie wiem do końca, sądzę tylko, że nie jest to kwestia wielokulturowości samej w sobie, bo ona istniała wcześniej.
    Trochę to wszystko nie trzyma się kupy, pisząc zdążyłam się już rozkojarzyć, ale jakiś sens mojej myśli da się z tego wyciągnąć, chciałam dodać coś jeszcze, ale to może później, jak przemyślę.

    dnixero

    Brak komentarzy

    Każdy kolejny dzień jest taki sam. Jakbym utknęła na ruchomej taśmie kręcącej się w kółko, która tylko od czasu do czasu przyspiesza. Jestem wpisana w jeden grafik, pobudka, praca, sprzatanie, czytanie, spanie i od nowa. Nawet jak dołącze do tego coś nowego, nie zmienia to uczucia stałości. Może właśnie na tym polega stabilizacja?  Na biegu po wytyczonej trasie…
    Jest głucho, jakbym nic nie słyszała, może zatraciłam się w biegu, przestałam się zastanawiać, nazywać rzeczy po imieniu, określać siebie, marzyć o wielkich rzeczach.
    Wszystko jest takie samo, głuche i stabilne – a mi się marzy święty spokój

    „All the very best of us,

    string ourselves up for love”

    - cytat z innej beczki, strasznie mi się podoba, a jest to kawałek tekstu
    The National „Vanderlyle Crybaby Geeks”

    Pustka

    Brak komentarzy

    Nasza współlokatorka na koniec lipca wyjechała do Włoch, miała już wrócić. Niestety po drodze mieli wypadek, na szczęście nikt nie zginął, ale i tak w naszym mieszkaniu zieje pustką z jej pokoju. Jakby świadomość tego, że leży w szpitalu i długo nie będzie mogła chodzić wpłynęło na ten pokój, jego aurę.
    Ona nie jest tylko nasza współlokatorką, jest kimś więcej, jest pełna życia i nadaje naszemu mieszkaniu jaśniejsze barwy. To ona ma power, który udziela się nam wszystkim i teraz jeszcze bardziej nam jej brak. Jak była na wakacjach to tęskniliśmy za nią, wiedząc, ze już lada moment wróci. A teraz wiemy tyle, że leży w szpitalu w Niemczech, w jakiejś miejscowości, że ma nogę złamaną w trzech miejscach i krwiaka na mózgu. Czeka ją operacja i ciężka rehabilitacja:/ A my nawet nie możemy jej odwiedzić. Dodać otuchy bardziej niż tylko słowami w smsach- chociaż ona ma siły więcej niż my wszyscy razem wzięci.
    Mogło być gorzej, gdyby nie karetka, która przyjechała po 3 minutach- wykrwawiłaby się na śmierć, a tak ciągle jest. I znając ją, pewnie niedługo będzie biegać, w koncu jej nic nie zniszczy:) mamy na to swoje dowody, a to jest kolejny przeważający wszystko.

    A pierwsze pytanie naszej Aparatki po wybudzeniu ze śpiączki: Co z prezentami dla moich współlokatorów?


    • RSS