substytutowo blog

    Twój nowy blog

    Odliczamy monety, banknoty, gotówkę… a później pakujemy manatki i się przenosimy, na nieswoje, ale tylko we dwoje
    A wiosna w kwietniu, mąci w głowach

    Rozkrok

    Brak komentarzy

    narzekałam, że jestem w rozkroku, nie wiedząc, co nastąpi, że rozkrok się wydłuży do 5 dni w Karthausie i weekendów w W. Nie przeczuwałam również, że tak mocno zaboli odcięcie pępowiny na te 5 dni i że te 5 dni to na 4 miesiące. Nie pokocham mojej pracy przez to nigdy, choć kocham ją mieć…
    Nie przeczuwałam, że wszystko tak wzrośnie, a lęk przede wszystkim, że stracę, choć dlaczego miałabym? oprócz rozkroku, wszystko jest idealnie, i nie, nie mam pierścionka na palcu, mieszkańców w brzuchu, ale mam wszystko inne, i więcej mi nie trzeba. ale ten rozkrok już tak strasznie boli, bo nocą przez 5 dni tylko poduszka pod ręką i długie nuuudne wieczory….

    Ostatnio przeczytałam „Coś pożyczonego” Emily Giffin- nazywam takie książki – samoczytajkami. Szybko przemierza się przez strony, bo i myśleć za bardzo nie trzeba. Książka ta jest oczywiści bestsellerem- polecana na forach kobiecych jako lektura łatwa i przyjemna. Nic bardziej mylnego. Owszem lektura jest łatwa, ale czy przyjemna?

    Taki jest opis tej książki: „Co myślicie o dziewczynie, która idzie do łóżka z narzeczonym najlepszej przyjaciółki?
    Czy granica między tym, co dobre i złe, naprawdę jest wyraźna?

    Rachel
    uważa się za racjonalistkę, która w każdej sytuacji postępuje
    właściwie. W przeciwieństwie do jej przebojowej przyjaciółki Darcy, nie
    zawsze lojalnej. Jedna noc sprawia, że role się odwracają. Po przyjęciu z
    okazji swoich trzydziestych urodzin Rachel budzi się u boku
    narzeczonego Darcy. Początkowo chce jak najszybciej zapomnieć o całej
    sprawie, ale zakochuje się i brnie w kłopoty. Tymczasem data ślubu Darcy
    i Deksa jest coraz bliższa…
    Co wybierze Rachel: miłość czy przyjaźń?
    Coś pożyczonego udowadnia, że nic nie jest czarno-białe i zawsze trzeba
    uważnie wysłuchać obu stron. A co na temat podwójnej zdrady ma do
    powiedzenia Darcy? Już wkrótce poznacie tę samą historię opowiedzianą z
    jej punktu widzenia.

    „Nie musisz pożądać chłopaka swojej
    najlepszej przyjaciółki, aby zachłysnąć się tą historią, uwierz mi na
    słowo… Masz przed sobą powieść, której nie będziesz mogła odłożyć, i
    bohaterkę, której z całych sił będziesz kibicowała. Czytając, świetnie
    się bawiłam”.”

    Natomiast ja sądzę, że książka ta jest nierówna, bohaterka 30 latka – opisywana jako racjonalistka, poziomem inteligencji emocjonalnej nie dorównuje nawet Isabelli Swan ze „Zmierzchu”, jest płytka, brak tej postaci głębszych przemyśleń; nie wiem jak nazwać tłumaczenie swojego postępowania-sięgającymi lat dziecięcecych przewinieniami przyjaciółki?
    Nie czułam sympatii do głównej bohaterki, miałam nadzieję, że jej się nie uda, ale to jak mieć nadzieję, że za drugim obejrzeniem Titanica Leo przeżyje.

    Nie mam nic przeciwko czytaniu takich książek, czasami trzeba odpocząć od tego, co ciężkie i potrzebujące czasu na chwilę refleksji, szkoda tylko, że ta powieść jest, moim zdaniem niedopracowana, a liczyłam na znalezienie współczesnej Jane Austen.

    35,53

    Brak komentarzy

    Jestem zombie- od 2 tygodni moja temperatura ciała nie dochodzi do 36,4 a co dopiero 36,6 stopni. Tak mierzę sobie temperature codziennie – nie jestem hipochondrykiem – po prostu się bawię i robię doświadczenia:) Nie wiem dlaczego mam tak niską temperaturę, czytałam że jest to zwiazane ze stresem, a raczej nerwowym charakterem (do którego nie lubie się przyznawać). Nerwowi ludzie mają stale zimne ręcę i stopy (czyt. ja), co w sumie jest praktyczne latem przy 36 stopniach na dworzu, kiedy można sobie samemu ochładzać kark, zimą jest nieprzydatne o czym chyba nie muszę wspominać.

    Utknęłąm też w jednej książce. Orhana Pamuka Muzeum Niewinności- tytuł pasuje, nie tylko do historii, ale samego tempa czytania. Jak chce sie porządnie zwiedzić muzeum trzeba poświęcić na to duuuuużo czasu, którym zazwyczaj się nie dysponuje, zwłaszcza jeśli muzeum mieści się w innym mieście niż miasto naszego zamieszkania. Tak samo jest z tą książką, dłuuugoooo sie czyta i nie zawsze jest fajnie i ciekawie. Ale polecam- fragmenty nudy, przydługich zdań itp. nie czyni tej książki złą powieścią.

    Nuda

    Brak komentarzy

    Nudzi mi się w pracy… strasznie… gram w pasjansa, strasznie boli mnie nadgarstek. Marzy mi się las, zamarznięte jeziorko, tona śniegu wokół i jazda na łyżwach w głuszy i rodzinnym gronie. Albo balkon, ciepły szlafrok, niestygnąca herbata, ciapy po kolana i ogłos jezdni, książka w dłoni i czytanie niczym niezmącone.

    I marzy mi się więcej kartek z postcrossingu, by mój kolejny blog mógł rosnąć:
    http://leavemeacard.blogspot.com/

    Radość ze skrzynki pocztowej wypełnionej kartkami namacalnymi jest bezcenna.

    Dzisiejszy wieczór mija mi pod znakiem  listy trójkowej i herbatki- 7 dzisiaj. Jestem niestety na diecie i żaden alkohol nie wchodzi w grę. Niestety na diecie, bo jeść uwielbiam jak chyba większość ludzi, ale chcesz być szczuplejsza to pocierp.
    A lista przyjemna, jak zawsze, choć piosenek, na które głosowałam na razie nie za dużo. Ostatnio zauważyłam, że prowadzę co raz aktywniejsze życie internetowę, myślę, że to rezultat pracy z domu i fakt, że narzędziem jakim się w tej pracy posługuję jest komputer. Zdawać by się mogło, że jak pracuje się z domu, to lgnie się po pracy i w weekendy do ludzi, ale ja tak nie mam. Raczej się wycofuje i z niepokojem zauważam, że wyjście do sklepu powoli zaczyna być dla mnie uciążliwym problemem, a nawet wydarzeniem. Cały dzien myślę o tym, że muszę iść coś kupić i kombinuję jakby otrzymać produkt nie ruszając się z domu. Obmyślam też trasę jaką przemierzę, co ubiorę i listę zakupów starannie zapisuję w myślach, by spędzić w sklepie jak najmniej czasu. A jak już wyjdę, czuję się jak na tapecie, jakbym była jednostką, na którą wszysy będą zwracać uwagę, jakbym była jedyna poruszająca się w przeciwnym kierunku do mijanego tłumu, jedyna zauważalna. Nie cierpię się tak czuć.
    Przez te godziny odcięcia od ludzi, mam więcej przemyśleń niż zwykle, więcej rzeczy, którymi teoretycznie mogłabym się podzielić, więcej świadomości tego, co się dzieje dzięki słuchaniu 3, a jednak w praktyce to się nie sprawdza. Bo włączyła się jakaś blokada, brak chęci mówienia, nawet ta działalność internetowa ogranicza się do „Lubię to” na fb, czasem jakiś mail do Trójki, a tak to porządkowania swojego życia na last.fm, parkuliterackim, filmwebie i tyle. Więc pod względem oceny filmów, archiwzacji odsłuchiwanych piosenek, uzupełnianiem listy przeczytanych książek jest perfekcyjna. A reszta leży, wszystke myśli uciekają, bo „to, co niewypowiedziane zmierza do nieistnienia”. I głodna żołądkiem, obżarta jestem myślami.

    brak pieszczot

    Brak komentarzy

    Pies współlokatora Manios Wspaniały rzuca się na kanapie, wijac się, miotając, piszcząc, skamląc, szczekając domaga się pogłaskania, choć drobnego…
    Brak pieszczot wywołuje w nim gamę dźwięków o jakiej istnieniu nie wiedziałam, nie miałam pojęcia, że oprócz wrrrr i hau, może wydać z siebie coś innego, coś czego nawet nie umiem zapisać

    Ostatnio rozmawiałam z moim współlokatorem. O tym, że jestem ciągle głodna, bo ciągle zmęczona, bo jest  mi zimno, bo się stresuję, że nie zdążę znowu zrobić tego, co chciałam dla siebie tylko. Tak po prostu usiąść z książką w ręku, ciepłą herbatą  z cytryną,l albo pograć na gitarze (czego znowu już długo nie robiłam), porysować albo chociaż pomalować paznokcie – ładnie, bez wyjeżdżania za linię, mieszcząc się w konturach, a nie w pośpiechu zamalowywać miejsca, w których lakier się odkruszył.
    Ale nie daję rady, po trzeba pomyć, zrobić obiad na jutro, pranie z 2 tygodni, sprzątnąc ten cały bajzel, który nasz wpólny a jednak leży na mnie.
    A on mi mówi, że przecież nic nie muszę.
    No rzeczywiście nic nie muszę.
    Łazienka może zachodzić kamieniem, grzybem, odklejającą się farbą, gnijącą wodą w kiblu- smrodem sterty niewypranego prania, klejącą podłogą, sklejonymi sztućcami, laboratoryjną zawartością kubków – zachodzić może kuchnia. Bo przecież nie muszę.
    Łatwo mówić, nic nie musisz – jeśli się jest osobą, która nic dla wspólnoty nie robi. Wychodzi też na to, że ja robię dla siebie. Bo on może zaleźć kurzem, smrodem skarpetek, górą naczyń na parapecie…

    Pozwolę sobie zacząć prafrazując słowa Marudy ze Smerfów, Jak ja nie cierpię listopada (u?)!!!!
    Bo liście spadają i mamy złotą polską jesień pod nogami, mozaiki brudnych zgniłych liści, które przynosi się do domu na obcasach i podeszwach, niebo zalane śmietaną, zero słońca i błękitu, jedyne światło to można sobie pooglądać na cmentarzach.

    Nie cierpię myśleć o pieniądzach!!! a niestety wszędobylska sprawa grecka, wszędobylskie artykuły o kolejnych zagrożonych panstwach i o zbliżającym się kryzysie w Polsce, każe mi się bać. I się boję – niestety. I odsuwam plany na potem: czyt. dzieci, wynajęcie mieszkania bez innych współlokatorów – wszystko to zaczyna mi się jawić jako niedościgniony luksus- a miało być tak pięknie, a lata lęcą, a człowiek ciągle w zawieszeniu. moja marzycielska natura, lubi latać głową w chmurach, ale stopy woli mieć na ziemi- twardo, i życie tez lubi mieć stabilne.

    Piżama working

    Brak komentarzy

    Dostałam najlepszą piżamę pod słońcem, z długimi spodniami i z bluzką w kolorze plaży nad Morzem Północnym, niesamowicie zgrywającym się z moim nowym kolorem włosów- zwanym wg tego, co napisali na pudełku, wulkaniczną czerwienią. A skoro jestem już w W. pracuję z domku, uprawiając piżama working i kapcing (kapcie, ciapy jak zwal tak zwał też mam boskie- z biedronki:)), pijąc barszczyk made by knorr i wtapiam się w jesień. Brakuje mi tylko szlafroka, a moja praca, dzięki temu całemu pościelowo-grypowemu rytuałowi stałaby się czymś najprzyjemniejszym na świecie.

    Boska „Boska”- pomimo wielu nieprzychylnych opinii na temat tego spektaklu, narzekań, że taka prosta komedyjka nie jest przeciez sztuką wyższą i szkoda na nią czasu, ja nie żałuję swoich dwóch godzin. Spędzilam miło i lekko czas, a nawet uległam złudzeniu, że siedzę sama w teatrze, a sztuka jest grana tylko dla mnie. Bardzo podoba mi się ta inicjatywa grania na żywo w TV i czekam na kolejne spektakle live – bez wychodzenia z domu – co jest dla mnie największym plusem, gdyż wolę zimowy mróz od jesiennego ziąbu.
    A muzycznie rządzi Trójka. Jestem na etapie znudzenia monotonnością moich wyborów muzycznych, słuchania jednej płyty przez tydzień. Trójka daje mi różnorodność i poczucie, że nie jestem ignorantką, jeśli chodzi o to, co dzieje się na świecie i w kraju. Potrzebowałam zastrzyku wiedzy…, tęsknię za szkołą…


    • RSS